Zaczyna się niewinnie.
Budzisz się rano i nie masz siły, żeby odrzucić z siebie kołdrę.
Kupiłeś lekką, idealną na 365 dni w roku, ale tym razem wydaje Ci się jak wypchana gęsim puchem, ciężka, przytłaczająca.
W końcu jednak wstajesz, idziesz do łazienki, automatycznie załatwiasz potrzeby i gapisz się na siebie w lustrze.
Nie czujesz nic. Ani z Ciebie ładne, ani brzydkie. Po prostu się gapisz.
Praca leci Ci z rąk. Zapomniałeś do kogoś zadzwonić, więc ktoś zadzwonił do Ciebie z pretensją.
Myślisz sobie, każdy może mieć gorszy dzień. Ja też.
Odliczasz kwadranse do wyjścia, nie możesz się skoncentrować, wreszcie łapiesz teczkę i wychodzisz.
Pozorne poczucie ulgi mija, kiedy otwierasz drzwi do mieszkania i przypominasz sobie, że musisz zrobić pranie.
Czyli wysypać brudy z kosza.
Posegregować.
Wrzucić do pralki.
Sięgnąć po proszek.
Wsypać proszek.
Sięgnąć po płyn.
Wlać płyn.
Wybrać program.
Nacisnąć Start.
Pozostałe brudy wrzucić z powrotem do kosza.
Już na samą myśl o tym tracisz chęć.
Postanawiasz, że jutro zrobisz pranie.
I tak go w końcu nie robisz.
Ta brzydka dorosłość
środa, 24 sierpnia 2016
środa, 13 stycznia 2016
Depresja
Ona chyba ma defekt osobowości.
Albo niedobór jakichś tam hormonów.
Odpadają jej sztuczne rzęsy,
na brodzie wychodzą pryszcze,
obżera się czekoladą,
choć pod biustem już jej rośnie drugi.
Jakby pękała w szwach, gruba świnia.
Pije zimną herbatę, chociaż lubi gorącą.
Z cytryną, ale cytryny nie ma, bo jej się nie chciało iść do sklepu.
Za to chce jej się spać, tylko że nie może.
Lubi podróżować, ale nie lubi pytań po co.
Zdarza jej się śmiać do łez,
ale tylko na widok kota, który się boi ogórka.
Nie pamięta, jak to jest się dobrze czuć.
Umie czuć się tylko źle.
Żyje, ale jakby połowicznie.
Zawsze jakby, nigdy całkiem.
Albo niedobór jakichś tam hormonów.
Odpadają jej sztuczne rzęsy,
na brodzie wychodzą pryszcze,
obżera się czekoladą,
choć pod biustem już jej rośnie drugi.
Jakby pękała w szwach, gruba świnia.
Pije zimną herbatę, chociaż lubi gorącą.
Z cytryną, ale cytryny nie ma, bo jej się nie chciało iść do sklepu.
Za to chce jej się spać, tylko że nie może.
Lubi podróżować, ale nie lubi pytań po co.
Zdarza jej się śmiać do łez,
ale tylko na widok kota, który się boi ogórka.
Nie pamięta, jak to jest się dobrze czuć.
Umie czuć się tylko źle.
Żyje, ale jakby połowicznie.
Zawsze jakby, nigdy całkiem.
sobota, 2 maja 2015
To nie jest tylko na chwilę
Przeszkadza mi gąbka zostawiona w zlewie pełnym naczyń. Naciągam sweter na głowę, kiedy chcę zostać sama. Okruszki zgarniam ruchem ręki, chociaż blat jest mokry od wody. Wino piję tylko z kieliszka.
Łatwo się irytuję. Nie lubię wołowiny. Obrzydzają mnie owoce z puszki. Przeklinam. Wciąż mam za mało nocy i za dużo dnia.
Chciałabym żyć tylko wtedy, kiedy On jest obok.
Bo kocham. Ponad własne życie kocham Jego.
Dziś jest nasza druga rocznica.
Dziękuję za wszystkie czułe gesty i słowa, za Nasze Być.
Łatwo się irytuję. Nie lubię wołowiny. Obrzydzają mnie owoce z puszki. Przeklinam. Wciąż mam za mało nocy i za dużo dnia.
Chciałabym żyć tylko wtedy, kiedy On jest obok.
Bo kocham. Ponad własne życie kocham Jego.
Dziś jest nasza druga rocznica.
Dziękuję za wszystkie czułe gesty i słowa, za Nasze Być.
wtorek, 10 marca 2015
Witaj, piękny świecie
Pierwszy post na blogu powinien się pewnie zaczynać od jakiejś deklaracji. Na przykład: "To mój pierwszy post na tym blogu. Od tej pory będę się z wami dzielić swoimi przemyśleniami dotyczącymi życia, śmierci, śniadania, obiadu, kolacji, postu, rozpusty, Wielkanocy, walentynek i Matki Boskiej Zielnej". Ale tak naprawdę mam gdzieś konwenanse i reguły związane z netykietą. Nikt tego i tak nie będzie czytał, może poza wąskim gronem osób (jednoosobowym, tak myślę), które sama wybiorę.
No dobra. Oczywiście, że marzę o sławie. Oczywiście, że marzę o spotkaniach autorskich w Empiku, o Nike i o tym, żeby na okładce mojego debiutu piał z zachwytu Muniek Staszczyk albo Zygmunt Miłoszewski. Kto nie marzy. Marzę, żeby któregoś pięknego dnia zadzwonił telefon i by głos w słuchawce oświadczył: "Pani X., tu Y.Z. z wydawnictwa ĄiĘ. Przypadkiem trafiłem na Pani bloga. Nie myślała Pani o wydaniu książki?". Terefere.
To są marzenia mojego alter ego. Moje ego właściwe marzy bowiem tylko o tym, by mieć święty spokój, siedzieć na kanapie i dłubać w nosie. I może jeszcze żeby wreszcie zeszło to paskudne uczulenie z dekoltu i żeby poprawiła się perestaltyka jelit. Tego ostatniego sobie i Wam szczególnie życzę. Dobranoc.
Subskrybuj:
Posty (Atom)