No dobra. Oczywiście, że marzę o sławie. Oczywiście, że marzę o spotkaniach autorskich w Empiku, o Nike i o tym, żeby na okładce mojego debiutu piał z zachwytu Muniek Staszczyk albo Zygmunt Miłoszewski. Kto nie marzy. Marzę, żeby któregoś pięknego dnia zadzwonił telefon i by głos w słuchawce oświadczył: "Pani X., tu Y.Z. z wydawnictwa ĄiĘ. Przypadkiem trafiłem na Pani bloga. Nie myślała Pani o wydaniu książki?". Terefere.
To są marzenia mojego alter ego. Moje ego właściwe marzy bowiem tylko o tym, by mieć święty spokój, siedzieć na kanapie i dłubać w nosie. I może jeszcze żeby wreszcie zeszło to paskudne uczulenie z dekoltu i żeby poprawiła się perestaltyka jelit. Tego ostatniego sobie i Wam szczególnie życzę. Dobranoc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz